Staropanieństwo.
Link 09.08.2011 :: 02:25 Komentuj (1)
Po paru miesiącach znów udało mi się spędzić tydzień w Polsce. Pomińmy to, że miały być trzy, albo i cztery, że była na to kasa, ale nie moja (chociaż na mnie), miały być mityngi, Req pierwszy raz na żywo i buk wie co, a wyszedł jeden mityng (wspaniały, choć za krótki), brak czasu nawet na napisanie do Req, kupowanie butów, picie, palenie, zawsze za krótkie dyskusje z Przyjaciółką, spontaniczne lekcje rosyjskiego (lllampa!) i już zaraz ciąganie za ciężkiej walizki po ładniejszych i brzydszych peronach, które łączyła tylko irytująca obecność os. Pomińmy to.
O wiele ważniejszym dla mnie tematem stało się coś, co bardzo długo uważałam za coś nieistniejącego w obecnych czasach, relikt przeszłości - staropanieństwo. Gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że mając dwadzieścia cztery lata poczuję się jak stara panna, zaśmiałabym się mu w twarz. Teraz ze skruchą muszę przyznać, że tak właśnie się czuję.
Nie wiem, czy to małomiasteczkowa mentalność tak na mnie wpłynęła, chociaż ani moja Przyjaciółka, ani jej koleżanki nie należą do uprzedzonych. Nie robiły też żadnych komentarzy dotyczących mojego stanu cywilnego i braku stałego partnera, a ja mimo wszystko czułam się... może nie gorsza, ale jakoś pozostawiona w tyle. Nie łączą nas już wspólne tematy tak, jak kiedyś. One nie rozumieją mojego egoizmu, który uważam za zdrowy, a ja nie wyobrażam sobie po całym dniu pracy stawać przy garach, czy desce do prasowania i dbać o męża, który tego nawet nie dostrzega. Zdecydowanie nie jestem typem męczennicy i raczej nigdy nim nie będę, bo za bardzo cenię sobie wolny czas spędzony w ciszy z czymś do czytania. Dodatkowo bardzo często spotykam się z sytuacją, w której dziewczyna/kobieta rezygnuje ze studiów/pracy marzeń tylko dlatego, że wiążą się one z bardziej lub mniej tymczasową przeprowadzką, na którą pan i władca się nie zgadza (bo jak to tak? jechać za babą?), za to one są gotowe jechać za nim na drugi koniec świata. Mam wrażenie, że dla nich samych bycie żoną oznacza zrezygnowanie ze swoich marzeń i celów aby zostać ładnym dodatkiem, mamuśką i pomocą domową męża.
Czy każda kobieta po ślubie musi stać się matką-Polką, żeby sprostać powszechnej opinii o dobrej żonie? Jeśli tak, to ja dziękuję bardzo, nie będę nigdy wiązać się z żadnym facetem na stałe. Wolę być samodzielna zawodowo, inwestować w siebie samą, a z facetami bywać w przelotnych związkach, niż ich opierać, oprasowywać, podawać im do stołu i w kółko ich dowartościowywać w imię miłości.
Szablon wykonany przez Asię dla Szablony.Blogowicz.Info.
Zdjęcia pobrane z Foto_Decadent
Wszelkie prawa zastrzeżone! Wspierane przez Blog & instrukcje na bloga
Link 09.08.2011 :: 02:25 Komentuj (1)
Po paru miesiącach znów udało mi się spędzić tydzień w Polsce. Pomińmy to, że miały być trzy, albo i cztery, że była na to kasa, ale nie moja (chociaż na mnie), miały być mityngi, Req pierwszy raz na żywo i buk wie co, a wyszedł jeden mityng (wspaniały, choć za krótki), brak czasu nawet na napisanie do Req, kupowanie butów, picie, palenie, zawsze za krótkie dyskusje z Przyjaciółką, spontaniczne lekcje rosyjskiego (lllampa!) i już zaraz ciąganie za ciężkiej walizki po ładniejszych i brzydszych peronach, które łączyła tylko irytująca obecność os. Pomińmy to.
O wiele ważniejszym dla mnie tematem stało się coś, co bardzo długo uważałam za coś nieistniejącego w obecnych czasach, relikt przeszłości - staropanieństwo. Gdyby ktoś parę lat temu powiedział mi, że mając dwadzieścia cztery lata poczuję się jak stara panna, zaśmiałabym się mu w twarz. Teraz ze skruchą muszę przyznać, że tak właśnie się czuję.
Nie wiem, czy to małomiasteczkowa mentalność tak na mnie wpłynęła, chociaż ani moja Przyjaciółka, ani jej koleżanki nie należą do uprzedzonych. Nie robiły też żadnych komentarzy dotyczących mojego stanu cywilnego i braku stałego partnera, a ja mimo wszystko czułam się... może nie gorsza, ale jakoś pozostawiona w tyle. Nie łączą nas już wspólne tematy tak, jak kiedyś. One nie rozumieją mojego egoizmu, który uważam za zdrowy, a ja nie wyobrażam sobie po całym dniu pracy stawać przy garach, czy desce do prasowania i dbać o męża, który tego nawet nie dostrzega. Zdecydowanie nie jestem typem męczennicy i raczej nigdy nim nie będę, bo za bardzo cenię sobie wolny czas spędzony w ciszy z czymś do czytania. Dodatkowo bardzo często spotykam się z sytuacją, w której dziewczyna/kobieta rezygnuje ze studiów/pracy marzeń tylko dlatego, że wiążą się one z bardziej lub mniej tymczasową przeprowadzką, na którą pan i władca się nie zgadza (bo jak to tak? jechać za babą?), za to one są gotowe jechać za nim na drugi koniec świata. Mam wrażenie, że dla nich samych bycie żoną oznacza zrezygnowanie ze swoich marzeń i celów aby zostać ładnym dodatkiem, mamuśką i pomocą domową męża.
Czy każda kobieta po ślubie musi stać się matką-Polką, żeby sprostać powszechnej opinii o dobrej żonie? Jeśli tak, to ja dziękuję bardzo, nie będę nigdy wiązać się z żadnym facetem na stałe. Wolę być samodzielna zawodowo, inwestować w siebie samą, a z facetami bywać w przelotnych związkach, niż ich opierać, oprasowywać, podawać im do stołu i w kółko ich dowartościowywać w imię miłości.
Zdjęcia pobrane z Foto_Decadent
Wszelkie prawa zastrzeżone! Wspierane przez Blog & instrukcje na bloga